rytki
wywołują raka?
Amerykanie wydają na frytki 4 miliardy dolarów rocznie. Mają jednak
powody, by się ich zacząć bać. To jedno z ulubionych dań w Stanach
Zjednoczonych nasączone jest bowiem szkodliwymi tłuszczami.
Jest
w nim także mnóstwo substancji chemicznej zwanej akrylamidem, która u
laboratoryjnych szczurów i myszy wywołuje raka. Odkrycie to zrodziło
pytanie, jakie jeszcze zagrożenia dla zdrowia czyhać mogą we frytkach, a
także chrupkach ziemniaczanych.
Tegorocznego lata rozpoczęło się
decydujące starcie wokół kwestii, czy na opakowaniach frytek i chipsów
mają znaleźć się ostrzeżenia podobne jak na papierosach. I sprawa
najważniejsza - czy producenci tych „frykasów” powinni obniżyć w nich
poziom akrylamidu. Batalia toczy się pomiędzy prokuratorem generalnym
Kalifornii a branżą spożywczą i Urzędem ds. Żywności i Leków.
To, co
wydarzy się w najbliższych miesiącach, może mieć
znaczący wpływ na nawyki żywieniowe Amerykanów. Również
na wyniki finansowe restauracji i branży spożywczej.
Według NPD Group, firmy prowadzącej badania rynku,
frytki to najczęściej zamawiane jedzenie w amerykańskich
restauracjach. Prokurator generalny Kalifornii złożył w
sierpniu pozew przeciwko McDonald’s, Burger King i
Frito-Lay (własność PepsiCo), a także sześciu innym
firmom z branży spożywczej. Są to: KFC, Wendy’s
International, Lance (producent chipsów Cape Cod), H.J.
Heinz (wytwórca mrożonek ziemniaczanych Ore-Ida), Kettle
Foods oraz koncern Procter & Gamble, który sprzedaje
chipsy Pringles.
Prokurator domaga się, by na
wszystkich paczkach frytek i chipsów sprzedawanych w
Kalifornii znalazły się ostrzeżenia. Miałyby one brzmieć
mniej więcej tak: „Ten produkt zawiera substancję
uznawaną przez stan Kalifornia za rakotwórczą”. W
branży spożywczej, która prędzej zaakceptowałaby masowe
przejście Amerykanów na wegetarianizm niż przymusowe
umieszczanie na swoich artykułach słowa „rak”,
zapanowało głębokie przygnębienie.
Firmy nieśmiało
kontratakują. Przypominają, skądinąd słusznie, że
naukowcy nie są jeszcze pewni, czy akrylamid w takim
stężeniu, w jakim występuje w produktach spożywczych,
jest rakotwórczy dla ludzi. Nie jest on w dodatku
dodawany sztucznie, powstaje sam, gdy bogata w skrobię
żywność podgrzewana jest przez dłuższy czas w wysokiej
temperaturze.
Urząd ds. Żywności i Leków również
sprzeciwia się drukowaniu na opakowaniach takich
napisów. W tej sprawie prowadzi własne, trwające od 2002
roku postępowanie. To wtedy odkryto, że akrylamid
pojawiać się może podczas obróbki cieplnej artykułów
spożywczych. Eksperci prawni twierdzą, że wniesienie
sprawy przez prokuratora generalnego było postępkiem
nieco pochopnym. Na pewno jednak pociągnie to za sobą
kolejne działania.
Na przykład ze strony Agencji Ochrony
Środowiska Naturalnego Kalifornii, która także przygląda
się akrylamidowi i do końca tego roku ma wydać
odpowiednie przepisy. Propozycje obejmują umieszczanie
napisów ostrzegawczych w supermarketach i restauracjach,
a także - uwaga! - dopuszczenie do sprzedaży żywności
zawierającej podejrzaną substancję. Na rzecz tej
ostatniej opcji usilnie działa branża spożywcza, jest
jednak mało prawdopodobne, by udało się to przeforsować.
Na razie wygląda na to, że jeśli nawet dojdzie do
zamieszczania ostrzeżeń, będą ich wymagać tylko w
Kalifornii. Ten stan wytwarza jednak 13,5 procent
produktu krajowego brutto USA i stanowi wzór chętnie
naśladowany przez pozostałych.